Kronika (całkiem) niedawna

  • home
  • /
  • Kronika (całkiem) niedawna

Anastazy

Odcinek 6

Krążące tutaj złośliwe plotki, którym absolutnie nie dajemy wiary, przywołują początki kariery Anastazego Łesopa  i wskazują, że rajcą Urzędu S…u został dzięki swojemu ojcu. Otóż wybory ówczesne miał, zdaniem plotkarzy, wygrać delegowany przez właściciela firmy ojca Łesopa jej pracownik, zaś Anastazy zajął drugie miejsce. Wskutek perswazji (raczej nie łagodnej) Łesopa seniora pracownik zrezygnował i Anastazy zajął jego miejsce. Brzmi to niewiarygodnie i nikt nie potrafił nam wykazać, że tak było w istocie. Niemniej jakaś, wcale niemała część naszych rozmówców, trzymała się tego wytrwale, a gdy wyrażaliśmy wątpliwości, robiła  znaczące kółka na czole, sugerując jakobyśmy nie w pełni rozumu byli.

Jakby jednak nie było, w szczycie swojej politycznej działalności Anastazy cieszył się wysokim zaufaniem władz centralnych. Stał się politykiem frontowym ugrupowania, szczególnie od chwili, gdy objęło ono rządy nie tylko w naszej prowincji. Nie, nie został jego rzecznikiem; elokwencja, swoboda wypowiedzi czy wreszcie prezencja Anastazego były skromne. Właściwie – były beznadziejne.  Za to w roli politycznego karbowego sprawdzał się znakomicie. Jego widoczne słabości i te cechy, które na pierwszy rzut oka wydawały się wadami, okazaływały się atutami. Zadanie, które mu powierzono, wymagało przede wszystkim trzymania dyscypliny wśród podwładnych, zwłaszcza w szczególnych, że tak powiemy, chwilach. Wówczas, poniekąd naturalna srogość postawy, nieruchome oblicze, zaciekłe spojrzenia, sprawność liczenia do trzystu były bezcenne. Kierownictwo mu ufało, gdyż się sprawdził.

Rósł  więc w swoich oczach i w oczach swoich lokalnych podwładnych. Nawet teraz, gdy rozmawialiśmy z Anatolem Keledupem, który po latach kariery politycznej powrócił do wykonywania wyuczonego zawodu dekarza, słyszmy same superlatywy o jego niegdysiejszym szefie.

Keledup nie był zadowolony z tego, że do niego trafiliśmy. Podczas rozmowy nie ukrywał niechęci. Zanim do niej doszło, pewnego słonecznego dnia pojawiliśmy się na kończącej się budowie niewysokiego budynku. Praca wrzała. Szybko podszedł do nas mężczyzna niemłody i jak się wnet okazało majster brygady, w której pracował Keledup. 

Nie wolno filmować ─ powiedział ów człowiek, chociaż nie mieliśmy nie tylko zamiaru, ale nawet kamery. Mieliśmy za to upoważnienie wydawcy Kroniki wystawione na nasze nazwiska i oczywiście dowody osobiste. Odpowiednio uprawomocnione.

Chcemy przez kilka minut porozmawiać z panem  Anatolem Keledupem, który jest ważną postacią w naszej kronice, a był…

Wiem, kim był – przerwał majster, ale bez złości. Raczej ze współczuciem. I oddał nam nasze dokumenty.

Musicie poczekać dziesięć minut, gdy będzie przerwa śniadaniowa. Pięć minut wystarczy? ─ pyta, zapalając papierosa.

─ Wystarczy.

─ Anatol! – woła w kierunku dachu. – Masz gości. Zejdźże tu zaraz do nas, jak tylko będzie gwizdek na śniadanie. Słyszysz?

─ Dobra, dobra ─ dochodzi nas z dachu głos niezbyt radosny. A szczerze mówiąc – niechętny

Cdn.

Kolejny odcinek 27 kwietnia br.