Kronika (całkiem) niedawna

  • home
  • /
  • Kronika (całkiem) niedawna

Kredens

Dzisiaj  widok jest doprawdy żałosny. Nie zamierzamy ukrywać, że gdyby nie obowiązek kronikarski dawno byśmy opuścili ten ponury krajobraz i wyjechali, choćby za rzekę.

Jednak sporządzając nasze relacje spotkaliśmy i takich, którzy powiadali, że nie mogło „to” się inaczej skończyć. Że od pewnego czasu (choć co do okoliczności i czasu nie są zgodni) szło „to” tylko w jednym kierunku, nieuchronnie zmierzając do przepaści. Że katastrofa była najzwyczajniej nieunikniona…

Odcinek 5

Nie dajemy wiary, że biali, czyli czarni, są tak samo w środku czerwoni jak czerwoni. Nasz gospodarz jest jednak nieugięty.

Wtedy też wielu uważało mnie za głupka, gdy opowiadałem, że Anastazy Łesop szybko dogadał się z Euzebiuszem Godlubem, bo ten pierwszy nie wiedział, jak dobrać się do kredensu…

─Do jakiego kredensu..? – dziwimy się.

–Nie wiecie? ─ patrzy na nas  z niedowierzaniem, nagle wstaje z miejsce i wychodzi z pokoju. Po chwili wraca z butelką czystej wódki i trzema kieliszkami. Bez słowa stawia po jednym przed każdym z nas, a ostatni przed sobą. Ciągle milcząc nalewa do każdego. Warto chyba dodać, że do pełna.

─ Po co poszczególne partie startują w wyborach lokalnych? ─ pyta, podnosi kieliszek i spogląda na nas uważnie. ─ No..? ─   I patrzy na nas wyzywająco. Chyba nie mamy wyjścia; gdy on wychyla, to i my za nim. Do dna. Uff, poszło.

─ Partie polityczne to fundament demokracji, ustroju przedstawicielskiego ─ odpowiadamy pojednawczo. ─ Ta partia, która wygra , potem rządzi i realizuje swój program. Albo program naprawy tego, co zepsuli poprzednicy, albo kontynuacji rzeczy, które już wcześniej naprawili, a po zwycięstwie zrobią to jeszcze lepiej.

─ A ja wam mówię, że idzie o kredens. Kredens to marzenie. Bo w kredensie stoją skarby do chapnięcia. Stoją i czekają. Niczym weki na zimę; zakonserwowane dobrodziejstwa władzy: kasa, wpływy, stanowiska. Jednym słowem – panowanie. Więc każdy chce się dorwać do kredensu; starzy, bo wiedzą, czego nie zdążyli pozjadać przez cztery lata, gdy rządzili, a nowi, bo uważają, że teraz im się należy, a tamci raus. Na drzewo. Proste?

─ Ale Anastazy Łesop…

─ No właśnie ─ przerywa.Anastazy Łesop nigdy dotąd nie dorwał się do kredensu.  Przez ćwierć wieku stał nieborak przed szybą, przez którą kusił kredens. Więc lizał szybę zawzięcie z pustym brzuchem.  Aż nadeszła okazja. Wreszcie! Jeszcze po jednym? – tym razem pyta, a gdy kiwamy głowami, leje do pełna i szybko wychyla swój kieliszek do dna. A my za nim. 

Jednak zdobył władzę przestajemy krzywić twarze, odstawiając kieliszki.

─ Ale w koalicji, razem ze srebrnymi i żółtogranatowymi. A ci ogłosili, że w kredensie nie stoją bogate weki, tylko puste słoiki. I tylko na plastikowych denkach zostało trochę zaschniętych niegdysiejszych pyszności. Przede wszystkim napełnijmy słoiki, powiedzieli. I nie stanie się to z dnia na dzień, dodali bo sami byli zaskoczeni, że tak pusto w kredensie. Ale gadaj zdrów. Łesop, a zwłaszcza jego ludzie byli głodni jak diabli.  A na dodatek nie znali się na wekowaniu, ani w ząb. Więc Anastazy chytrze ogłosił, że jest robiony w konia przez koalicjantów .A za chwile potajemnie spotkał się z Eugeniuszem Godlubem.

–  Ale co tamten mógł mu powiedzieć? 

─ Kredens ma drugie dno, powiedział Godlub. Specjalnie je zrobiliśmy, gdy rządziliśmy, na wszelki wypadek. I mamy do tego klucze. Dogadasz się z nami, to się podzielimy.

Łesop uwierzył?

– Uwierzył, bo chciał uwierzyć. Właściwie  – musiał uwierzyć, gdyż jego ludzie byli wkurzeni, że tylko resztki na denkach zastali w kredensie i mogli mu ukręcić głowę, bo ich nabrał. Więc szybko dogadał się z Godlubami. I po ptokach. 

─ A było drugie dno w kredensie?

─ Czemu tak głupio pytacie? – machnął ręka, a po chwili znowu napełnił kieliszki. 

Cdn.

Następny odcinek 17 kwietnia br.