Kronika (całkiem) niedawna

  • home
  • /
  • Kronika (całkiem) niedawna

Czerwono- Czarni

Dzisiaj  widok jest doprawdy żałosny. Nie zamierzamy ukrywać, że gdyby nie obowiązek kronikarski dawno byśmy opuścili ten ponury krajobraz i wyjechali, choćby za rzekę.

Jednak sporządzając nasze relacje spotkaliśmy i takich, którzy powiadali, że nie mogło „to” się inaczej skończyć. Że od pewnego czasu (choć co do okoliczności i czasu nie są zgodni) szło „to” tylko w jednym kierunku, nieuchronnie zmierzając do przepaści. Że katastrofa była najzwyczajniej nieunikniona…

Odcinek 3

Anatol Keledup reprezentuje  białych?  – upewniamy się.

–  Nazywano ich tak  – odpowiada nasz gospodarz  – nie ze złośliwości bynajmniej. A wręcz przeciwnie: z szacunku. Zwłaszcza, że ludzie mieli już po uszy tych czerwonych buców, sobiepanów i arogantów. Każde rządzące u nas stronnictwo polityczne miało swoje kolory. Od zawsze. Najpierw, przez wieki rządzili czerwoni, potem różowi, następnie granatowo-żółci… Natomiast białych nie było nigdy. Toteż gdy Anatol Keledup objął Urząd S…u pewnie dla odróżnienia jak gdyby dobra od zła, odróżnienia nadziei od złych wspomnień, tych nowych nazwano białymi. Biały to kolor nadziei.

– Czystości i nieskazitelności  – dodaje pani Agata. – Jak ślubna suknia…

– Ludzie byli naiwni  – kontynuuje pan Adam po chwili przerwy – bo w tutejszej  lokalnej polityce nie ma miejsce dla dobra. To tylko interesiki. Teraz dwukolorowe. Czerwono -Czarne. 

– Dlaczego czarne?  – pytamy.

– Gdyż nowi nie byli żadni biali, ale czarni! Czarni jak diabeł. Jak piekło! – niemal krzyknęła pani Agata i rozbeczała się na dobre.  

–  Czarnymi to jednak, wybaczy pani – zauważamy ze spokojem – nazywa się potocznie zwolenników kościoła. Nie pochwalamy tego, ale tak się jakoś przyjęło.

– A tychże łapserdaków, Keledupa, jego mentorów i kumpli, gdzie było zawsze najwięcej?!  – irytuje się jej mąż.

–  No gdzie?!  – wtóruje mu małżonka.

Wzruszamy ramionami. I milczymy.

 A nie czasem w kościołach? No?! Nie zasiadali w pierwszych ławkach jak faryzeusze?!

–  Zaś w tajemnicy przed ludźmi, zwłaszcza tymi, którzy na nich postawili  – przerywa mężowi pani Agata  –skumali się z czerwonymi ateistami. Byle tylko z pańskiego, czerwonego jak Kreml, stołu spadło dla nich parę kąsków.

– Trochę to naciągane  – powątpiewamy.

– Co naciągane?! Przecież to ja odebrałam nie jeden, ale kilka donosów. Wszystkie podawały,  że czerwoni robili przekręty. Także z nagrodami dla pracowników, którzy zatrzymywali dla siebie tylko część na podatek.  Reszta szła do kasjera czerwonych.  Och, z tych nagród  zbudowali całkiem spory fundusz wyborczy dla komitetu, którym z tylnego siedzenie kierował Euzebiusz Godlub. Niby czarni zawiadomili policję gospodarczą, niby narobili hałasu. I co?!

– I co? pytamy, bo nie znamy sprawy.

 i jajco!  – odpowiadają niemal zgodnie Adam i Agata. –  Jak się tylko spiknęli w Urzędzie S…u Keledup z Godlubem, czerwoni z czarnymi, pieronem łeb sprawie ukręcili. Ręka rękę myje.

– Niech ich szlag  – mówi pan Adam.

–   Znaczy kogo? –  dopytujemy

 – Czerwono-Czarnych  – i na pewno nie ma na myśli ani Karin Stanek, ani Toniego Keczera.

 15 marca br odcinek 4