Kronika (całkiem) niedawna

  • home
  • /
  • Kronika (całkiem) niedawna

Donos

Dzisiaj  widok jest doprawdy żałosny. Nie zamierzamy ukrywać, że gdyby nie obowiązek kronikarski dawno byśmy opuścili ten ponury krajobraz i wyjechali, choćby za rzekę.

Jednak sporządzając nasze relacje spotkaliśmy i takich, którzy powiadali, że nie mogło „to” się inaczej skończyć. Że od pewnego czasu (choć co do okoliczności i czasu nie są zgodni) szło „to” tylko w jednym kierunku, nieuchronnie zmierzając do przepaści. Że katastrofa była najzwyczajniej nieunikniona…

Odcinek 1

Pan Adam, mężczyzna niewysoki, ale stanowczy, o cało zło oskarża Alfreda Lednuka, modnego publicystę lokalnego. To skończony łotr, mówi pokazując nam plik kserokopii , jak się szybko zorientowaliśmy, artykułów mających świadczyć o łajdactwie i podłości Lednuka. Kadził wszystkim, a za plecami judził tych samych przeciw sobie, przeklina nasz rozmówca i nagle, jakby w roztargnieniu, przywołuje z kuchni żonę wołając: Agata, chodźże tu szybko. Powiedz, co te kanalie tobie zrobiły. Ta sitwa cholerna.

Wołanie, ponowione raz i drugi, wpada jak gdyby w próżnię; nie ma odzewu. Dopiero za kilkadziesiąt sekund zza drzwi dobiega: nie mam czasu, wślizgując się nieśmiało do pokoju,  w którym siedzimy z naszym gospodarzem. Jednak pan Adam nie ustaje. Niemal krzyczy na żonę, a właściwie po żonę. Chodźże, chodźże!

Wreszcie kobieta zjawia się. Staje w drzwiach i…Oniemieliśmy! Przecież nie dalej jak miesiąc wcześniej spotkaliśmy ją podczas zebrania zwolenników włodarza Krystiana Godluba, które prowadził nie kto inny, ale publicysta Alfred Lednuk właśnie. Zaś pani Agata, gdyż była to na pewno Adamowa żona, była najaktywniejszą uczestniczką tego mitingu; nie tylko  kilkakrotnie zabierała głos, ale wypowiadała się entuzjastycznie zarówno o Godlubie, jak i o samym Lenduku. Ki czort?!

A teraz stoi przed nami milcząca i nieporadna. Żałosna, a może ściślej mówiąc, pożałowania godna, antyteza przodowniczki mitingu miłośników stronnictwa czerwonych. Stoi ta sama, ale jak gdyby nie ta sama, zaś pan Adam ponagla nie na żarty. Mów, no mówże,  jak to było! Teraz ci już nic zrobić nie mogą. Co najwyżej naskoczyć ci o tu – woła i robi niewybredny gest kierując go w  stronę Urzędu S…u,  jakby tam zgromadziły się siły, niegdyś groźne i bezwzględne, ale od jakiegoś czasu, i z jakichś powodów, bezradne.

Pani Agata jakby wahała się jeszcze. Wreszcie usiadła.  Ten donos to ja odebrałem w Urzędzie S…u, na biurze obsługi. Musiałam powiedzieć i jednym, i drugim – westchnęła i nagle rozpłakała się. Masz za swoje, powiedział półgłosem, ale nie ze współczucia bynajmniej acz ze złości, jej mąż. I podczas gdy kobieta chlipała, co chwila wycierając nos papierową chusteczką, zaczął opowieść, która nie powinna nas zdumieć, ale zaskoczyła jak najbardziej....

Ciąg dalszy w odcinku 2, który ukaże się 27 lutego….