Kronika (całkiem) niedawna

  • home
  • /
  • Kronika (całkiem) niedawna

Zęby Anatola

Dzisiaj  widok jest doprawdy żałosny. Nie zamierzamy ukrywać, że gdyby nie obowiązek kronikarski dawno byśmy opuścili ten ponury krajobraz i wyjechali, choćby za rzekę.

Jednak sporządzając nasze relacje spotkaliśmy i takich, którzy powiadali, że nie mogło „to” się inaczej skończyć. Że od pewnego czasu (choć co do okoliczności i czasu nie są zgodni) szło „to” tylko w jednym kierunku, nieuchronnie zmierzając do przepaści. Że katastrofa była najzwyczajniej nieunikniona…

Odcinek 8

Czekaliśmy od godziny. Plac budowy pustoszał, wychodzili ludzie; jedni szybkim krokiem, inni wolniejszym. Jak to po pracy. Niektórzy jeszcze w furtce oglądali się za siebie, jakby na kogoś oczekiwali. Wydawało się, że kilku przyglądało się nam uważnie, zaś po minięciu naszego samochodu dwóch a może trzech wyciągało telefon i najwidoczniej pisało SMS-y. Czyżby do Anatola Keledupa, który ciągle marudził w pakamerze? Niewykluczone. Wreszcie majster  zamknął furtkę na kłódkę, schował klucz do kieszeni i zbliżył się do nas.

 – Czekacie na Anatola? – zapytał zdziwiony.

Oczywiście – odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą.

– To dziś się nie doczekacie – westchnął z rezygnacją. – Zwolnił się w południe. Poszedł do lekarza.

– Coś poważnego? –zapytaliśmy, bo wypadało zapytać.

Rozbolały go zęby – uśmiechnął się, jakby nie był zbyt zmartwiony.

– To śmieszne? – zapytaliśmy, aby nie wyjść na gburów.

– O tyle śmieszne, że bolą go zęby, ale nie swoje – wzruszył ramionami jak człowiek, któremu jest wszystko jedno. Patrzyliśmy na niego bezradnie.

– Nie wiecie? – wydawał się zdziwiony. A kiedy nie doczekał się odpowiedzi, zapalił papierosa, bokiem oparłszy się o nasz samochód.

– Jak został szefem Urzędu S…u, najpierw wstawił kilka implantów, aż wreszcie wprawił sobie górną szczękę. Leczenie trwało dobrych kilka tygodni. Nie pokazywał się publicznie, nie udzielał żadnych wywiadów. Lecz prasa i telewizja naciskały; czerwoni wiedzieli, że każde jego publiczne wystąpienie to niemal pewna kompromitacja. Więc naciskali media. I judzili zwłaszcza na egzekutywach plenarnych Urzędu S…u. Krystian Godlub wyzywał go na debaty, a jego akolici rechotali, jakim to głupkiem jest Anatol. Nawet potajemne mediacje jego mentora Anastazego  z  Euzebiuszem  Godlububem nic nie dawały. Krystian nie odpuszczał, a że media lubią fajterów, więc mu sekundowały. Zatem Anastazy znowu, sekretnie,  przyszedł przysłowiową nocą do Euzebiusza. Groził i prosił: niechże da mu spokój, a prędzej się dogadamy. Najpierw się dogadajmy, odpowiadał Euzebiusz,  palnijcie w łeb koalicji, a wtedy Krystian da mu spokój. Zrozumiano? I Anastazy, odchodził jak niepyszny. Zaś Anatol, gdy się pokazywał publicznie – bo przecież formalnie urzędował – milczał. Raz, bo nie miał nic mądrego do powiedzenia; dwa, bo był szczerbaty. Toteż udawał, że nie może gadać, bo ciągle ktoś do niego dzwoni na komórkę. Że niby sprawy wagi państwowej. Wiele było wtedy tytułów w gazetach typu: „Milczący przewodniczący”, czy „ Człowiek, który umie mówić tylko do komórki”. I jego zdjęcie z telefonem przy uchu. Nie widzieliście?

– Jeszcze nie – odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą.

– Co by nie powiedzieć, biedak cierpiał. Anastazy ubrał go w buty nie dla niego. Ale nie mógł się nawet poskarżyć. Co jakiś czas te cholerne zęby sprawiały, że słowa, nie tylko skargi, nie mógł wypowiedzieć. I dzisiaj chociaż jest nikim, ciągle cierpi  z powodu tych nieswoich zębów.