Aktualności

  • home
  • /
  • Aktualności
ilustracja

Ani „prawy”, ani „lewy” - Układ (19)

(...) Teraz myślę  o środowisku  Komitetu Rozwoju Zagłębia, ale nie tylko przecież. Także o swoich przyjaciołach z podziemia antykomunistycznego. Bo naprawdę zawsze jest dobre wyjście! Nawet z najgorszych, najbardziej wstrętnych sytuacji(...)

Rozmowa z prezesem zarządu Komitetu Rozwoju Zagłębia Grzegorzem Wacławikiem

– Jednak, używając Pana poetyki, ta „orka na ugorze” trwa już prawie dwadzieścia lat. Nie odczuwa Pan zniechęcenia?

– Skłamałbym mówiąc, że nie. Czasem myślę sobie, jak długo można kopać się z koniem? Ale to mija.

– I wtedy znowu, od nowa?

– Taki charakter. Szczerze mówiąc to zasługa sportu…

– Sportu?

– W moim przypadku na pewno. W młodości uprawiałem sport wyczynowo i chociaż w swej, nazwijmy to, karierze osiągnąłem jakieś sukcesy, to przede wszystkim nauczyłem się przegrywać. Swoją drogą myślę, że każdy sportowiec, nawet najbardziej wybitny, musi wcześniej wiele razy przegrać, aby osiągnąć w końcu dobry wynik.

– Musi przegrywać, aby wreszcie wygrać?

– Tak jest w dyscyplinach indywidualnych. Myślę, że nie inaczej jest w grach zespołowych. Porażki, poniekąd oczywiste w początkach kariery, uczą pokory, ale równocześnie umiejętności analizowania własnych słabych stron. I wyciągania wniosków. Nie tylko wpływających  na rozwój cech motorycznych, ale także, a może przede wszystkim, cech mentalnych.

– No tak, sport to zdrowie…

– Jakby tu powiedzieć..? Miałem kiedyś, nie tak zresztą dawno, bardzo roztropną asystentkę, która w takich sytuacjach mówiła: „no nie wiem, nie wiem”. Wspominam ją, gdy dzisiaj lekarze opisując wyniki moich rezonansów magnetycznych czy innych badań, konstatują tę jakby nie było archaiczną maksymę z sarkazmem. Natomiast jeśli chodzi o odporność psychiczną, sport zadziałał bez zarzutu. Wielokrotnie w dorosłym i w bardzo dorosłym życiu przekonałem się o tym. Nie pękałem, jak to mawiało się w mojej młodości, i już. Zwłaszcza, gdy były sytuacje diabelnie trudne, a nawet, jak ktoś patrzył z boku, beznadziejne. Zawsze jest wyjście, mówię wówczas z autentycznym przekonaniem, które udziela się moim współpracownikom. To także ludzie z charakterem. Teraz myślę  o środowisku  Komitetu Rozwoju Zagłębia, ale nie tylko przecież. Także o swoich przyjaciołach z podziemia antykomunistycznego. Bo naprawdę zawsze jest dobre wyjście! Nawet z najgorszych, najbardziej wstrętnych sytuacji. Żeby nie sięgać daleko w przeszłość, przywołam jedną. W roku 2013 i 2014 nie brakowało głosów, zwłaszcza w jakże światłym establishmencie będzińskim (uśmiech),  że Komitet Rozwoju Zagłębia jest skończony. Że wreszcie, wzdychali z entuzjazmem postępaki i ich lizusi, umarł, zapadł się niebyt.

– Tymczasem, mówiąc Markiem Twainem, pogłoski o Waszej śmierci były przesadzone?

– Idiotyczne. Jak ich autorzy. Być może nawet zdarzyła się kradzież futra, tyle że nikt niczego nie był pewien

– Jakiego futra, na litość?!

– Proszę zatem posłuchać…

Ciąg dalszy rozmowy 4 października 2018 roku.