Aktualności

  • home
  • /
  • Aktualności
ilustracja

Ani „prawy”, ani „lewy” - Układ (17)

(…) A przecież idzie im o to, aby mieć wpływy, posady dla siebie i dla swoich, gratyfikacje. Po prostu dlatego, że się jest krewnym, znajomym, koleżanką z klasy żony, asystentem posła czy senatora jeszcze z czasów opozycji na przykład (…)

 Rozmowa z prezesem zarządu Komitetu Rozwoju Zagłębia Grzegorzem Wacławikiem

– Przywołuje Pan stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego z początków rządów AWS w 1997 roku, oburzonego na chore aspiracje właśnie tworzącego się układu nowej władzy. Wtedy właśnie padło owe: „teraz k…my!”

– Miałem pewien  udział w sukcesie AWS w 1997 roku. Pamiętałem kandydatów do parlamentu sprzed wyborów i po wyborach. Gdy zostali posłami, senatorami czy członkami rządu, to stawali się  jak gdyby innymi ludźmi. Skwitowanie przez Kaczyńskiego powyborczego pragnienia czy nawet roszczeń takich ludzi, było bardzo celne. Z  późniejszych, lokalnych doświadczeń KRZ wynika, że jest ciągle żywotne. Bardzo żywotne. Jak każda patologia.

– Patologia?

–  A jak nazwać sytuację, gdy jedyną aspiracją człowieka jest udział we władzy. Nie zdobywanie wiedzy, umiejętności i kompetencji, ale zasiadanie w gremium politycznym, które rządzi, albo nadzieja i działania, żeby tam zasiąść. Żeby tylko być i grzać się ciepełkiem władzy. A gdyby takiego zapytać: po co tam się pchasz człowieku, to odpowie, że….

– Po kasę?

– Tak, tyle że nie w pierwszej kolejności. Najpierw usłyszysz wiele komunałów rodem z PRL.

– Na przykład?

– Że idzie mu o dobro ogólnospołeczne. Komuniści każdą swoją idiotyczną czy czasem zabójczą ideę uzasadniali, że celem jej upowszechniania czy wprowadzania jest dobro ogólnospołeczne. I morda w kubeł! A kto nie zgadza się, kto przeciw – nawet jeżeli ktoś chciał jeno dopytać, jak rozumieć to „dobro”–  to wróg i warchoł. To zakorzeniło się mocno. Jak Pan dzisiaj posłucha tak zwanych zawodowych polityków, a ograniczmy się tylko do lokalnego szczebla, to usłyszy Pan podobnie brzmiące komunały. A przecież idzie im o to, aby mieć wpływy, posady dla siebie i dla swoich, gratyfikacje. Po prostu dlatego, że się jest krewnym, znajomym, koleżanką z klasy żony, asystentem posła czy senatora jeszcze z czasów opozycji na przykład… A przywileje należą się im jak psu buda. Praktyczny rezultat szkoły weberowskiej. 

– Stosowne przywołanie?

– Dla kilku, że powiem z przekąsem, najwybitniejszych – tak.  Zaś inni, czyli pozostali, postępują tak, jak nakazuje im instynkt. Nazywają to uprawianiem polityki. Pragmatyzmem, skutecznością, czy co im tam ślina jeszcze na język przyniesie. Mówiliśmy już, że polityka od dekady stała się de facto public relations i że władza degraduje?

– Polityka, to jednak polityka… 

– Czyli co? Max Weber skonstatował, że polityka to dążenie do udziału we władzy. Albo (tylko czy aż) do wywierania wpływu na podział władzy. Między państwami, zaś w obrębie państwa między grupami ludzi, jakie to państwo tworzą. Komitetowi Rozwoju Zagłębia bliższa jest inna definicja, definicja sformułowana przez Arystotelesa.

– Czyli?

–Klasyk powiadał, że polityka to sztuka rządzenia, której celem jest dobro wspólne. Ale najbliższe nam jest to, co powiedział o polityce Jana Paweł II. Polityka, głosił papież,  to troska, a więc dbałość, o dobro wspólne.

Ciąg dalszy rozmowy 27 września 2018 roku