Aktualności

  • home
  • /
  • Aktualności
ilustracja

Ani „prawy”, ani „lewy” - Układ (15)

(...)Argumentacja będzińskich radnych z SLD (zdaje się nazywali się wówczas Lewica i Demokraci), że gdy aplikacja zakończy się sukcesem, to wtedy wniosą tereny do  ZAR SA, spółki ubiegającej się o dotację, rozbawiła, o ile mi wiadomo, ekspertów oceniający wnioski z ARP. (...)

 Rozmowa z prezesem zarządu Komitetu Rozwoju Zagłębia, Grzegorzem Wacławikiem

– Została zmarnowana przez kogo?

– Przez lokalnych polityków. A konkretnie przez radnych SLD w radzie miejskiej w Będzinie. Mimo, że wszyscy radni znali zasady ubiegania się o unijną dotację.

– Dotację?

– Rok 2004 był pierwszym dla Polski rokiem absorbcji funduszy unijnych ze skróconego (2004  -2006) budżetu Unii Europejskiej. Park Przemysłowo– Technologiczny miał powstać de facto za te pieniądze. Ściślej mówiąc, w  znacznej części za nie…

– W jak znacznej?

– W wysokości 87,5 % całego projektu. Czyli dotacja miała wynieść 30 mln złotych.

– A pozostałe 12,5 procent?

– Tyle wynosiła wartość zdewastowanych, poprzemysłowych terenów. W naszym przypadku były to tereny pokopalniane, znajdujące się w dyspozycji spółek restrukturyzacji kopalń, akcjonariuszek porozumienia o uruchomieniu Parku P–T . A także oraz tereny po cementowni Grodziec, które były w dyspozycji Będzina. Kłopotliwe tereny, nikt nie miał na nie pomysłu. Aż powstał nasz projekt. Wspominane już  tu niejednokrotnie ( i, przypomnę, wykonane w marcu 2004 roku): biznes plan spółki zarządzającej parkiem, studium wykonalności i raport środowiskowy były głównymi załącznikami do aplikacji w konkursie działania 1.3 Sektorowego Programu Operacyjnego–Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw.

– Konkursu ogłoszonego przez..?

– Agencję Rozwoju Przemysłu w Warszawie dla wszystkich zainteresowanych w Polsce. Ale to my mieliśmy doskonały, że tak się wyrażę, wsad. Skupienie świetnych partnerów, o czym także już wspomniałem, było olbrzymim atutem. Wystarczyło tylko… (wahanie).

– No, właśnie czego zabrakło…

– Nie wiem, jak to nazwać…

– Może zabrakło woli? A może Państwa argumentacji?

– To, nie tak. Były przecież i warsztaty dla radnych, i prezentacje. I wydawało się, że wszyscy byli przekonani o sensowności przedsięwzięcia. Prezentowałem koncepcje Parku na wszystkich możliwych forach. Także współdziałając przy tworzeniu się regionalnej strategii rozwoju w urzędzie marszałkowskim. Uzyskałem pełnomocnictwo zarządu ZAR SA na złożenie wniosku aplikacyjnego do Agencji Rozwoju Przemysłu, a także na złożenie dodatkowego wniosku o zainicjowanie sfery biznesu i nauki właśnie w naszym Parku. Nawiasem mówiąc nagrodzonego w konkursie i dotowanego w  100 %. To kolejny atut. Obie aplikacje  pisałem sam, korzystając ze współpracy ekspertów KRZ.  Oba były dobre, ale ten pierwszy, główny miał jedną lukę.

– Jaką?

– ZAR SA nie miała owych 12,5 % wartości całego projektu.

– Nie miała na koncie 4 mln złotych…

– Oczywiście, że nie miał. Ale akurat ich nie musiał mieć. Wystarczyło, żeby gmina Będzin wniosła te tereny aportem do spółki. Wtedy Będzin zyskałby owe 30 mln złotych na tworzenie nowoczesnej przestrzeni przemysłowej. I byłby to pierwszy krok do rozwoju. Ale zamiast tego, radni podjęli uchwałę, że oddają ZAR  SA te zdegradowane tereny, ale warunkowo…

– Nie rozumiem…

– Czyli, że niby dają, ale nie dają. Owszem dadzą, ale gdy najpierw będą już te 30 mln. Czyli rozumowali, jeśli to dobre słowo w tym wypadku, że uda im się przechytrzyć ekspertów krajowych. Krótko mówiąc, nie udało nam się. Nie mogło. W biznesie jest tak, że najpierw trzeba włożyć, a dopiero potem wyjąć. Argumentacja będzińskich radnych z SLD (zdaje się nazywali się wówczas Lewica i Demokraci), że gdy aplikacja zakończy się sukcesem, to wtedy wniosą tereny do  ZAR SA, spółki ubiegającej się o dotację, rozbawiła, o ile mi wiadomo, ekspertów oceniający wnioski z ARP.

Ciąg dalszy 22 września 2018 roku