Aktualności

  • home
  • /
  • Aktualności
ilustracja

Ani „prawy”, ani „lewy” - Układ (12)

(...)Inicjatywę podjął Będzin. Jeszcze podczas kampanii samorządowej zainteresowanie projektem wyraził ówczesny kandydat na prezydenta, a następnie prezydent Będzina, Radosław Baran. Piękne miasto, jednak jego znaczenie w regionie było i jest mniejsze. Akces do projektu zgłosił także kandydat na burmistrza Czeladzi, Marek Mrozowski(...)

Rozmowa z prezesem zarządu Komitetu Rozwoju Zagłębia, Grzegorzem Wacławikiem

– No i wyszło Dąbrowie Górniczej z tą turystyką?

– Oczywiście, że nie. Nie miało to żadnego sensu. Ale niestety w 2002 roku po wyborach samorządowych Dąbrowa Górnicza wycofała się z projektu. Inicjatywę podjął Będzin. Jeszcze podczas kampanii samorządowej zainteresowanie projektem wyraził ówczesny kandydat na prezydenta, a następnie prezydent Będzina, Radosław Baran. Piękne miasto, jednak jego znaczenie w regionie było i jest mniejsze. Akces do projektu zgłosił także kandydat na burmistrza Czeladzi, Marek Mrozowski.

– Który też został wybrany na urząd?

– Tak. Jednak po wyborach okazało się, że, podobnie jak prezydent Będzina, nie uzyskał większości radnych w radzie gminy. W obu przypadkach dominowała lewica. To skomplikowało sytuację.

– Dlaczego?

– Rady gminy są organem uchwałodawczym. Mogą głosować za propozycją uchwały prezydenta czy burmistrza, ale też i przeciw. A skoro poprzednicy, czyli przegrani w wyborach, obu nowych włodarzy byli członkami SLD, to radni z tego ugrupowania uznali, że nie ma powodów, aby współpracować z ludźmi, którzy pokonali ich liderów. Przyjęli stanowisko, że będą na „nie”.

– I znowu zapytam: dlaczego?!

– Nie, bo nie! Po prostu.

– Po prostu?!

– O wyniku głosowania decyduje matematyka. Wiedzą o tym dobrze zwłaszcza ci, którzy mają większość, a na dodatek, jak było w obu przypadkach, są, przynajmniej we własnym mniemaniu, przegrani. Wszak stracili „swojego” burmistrza i „swojego” prezydenta, czyli organ władzy wykonawczej.  No wiec „NIE”. I już.

– Zatem zamieniliście  – jeżeli chodzi o projekt –  jedno duże miasto na  dwa mniejsze, ale i to było ciągle wątpliwe?

– Mimo wszystko byliśmy dobrej myśli. Liczyliśmy na siłę argumentacji. Organizowaliśmy spotkania, konferencje, prezentacje. Na zaproszenie zarówno prezydenta Będzina, jak i burmistrza Czeladzi uczestniczyłem w spotkaniach z radnymi. Musieliśmy zmienić strukturę projektu. Projekt parku naukowo-technologicznego zastąpiliśmy modelem parku przemysłowo-technologicznego. Prawdziwym bowiem problemem obu miast były zdegradowane tereny poprzemysłowe. Na ich ponowne zagospodarowanie i nowoczesne uprzemysłowienie Unia Europejska, jak to się mówiło, miała przeznaczyć środki. Trzeba było się spieszyć.

– Zatem już nie Park Naukowo–Technologiczny, ale Przemysłowo–Technologiczny?

– Dokładnie. I nie rozproszony w czterech gminach Zagłębia Dąbrowskiego, ale w dwóch.   

- Jednak Parku  Przemysłowo -Technologicznego także nie ma ...

- Niewiele brakło…

– Niewiele?

– Tak. Komitet Rozwoju Zagłębia „podarował”  swój projekt gminie Będzin, która aplikowała jego zawartością w konkursie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. W efekcie Będzin otrzymał pieniądze na sfinansowanie studium wykonalności, biznes planu spółki zarządzającej oraz raportu oddziaływanie na środowisko. Konkretnie – 30 tys. euro. W marcu 2004 roku, a więc przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, dokumenty były już gotowe. Mogliśmy ubiegać się  o niezwykle korzystne dofinansowanie w wysokości 87,5 procent środków całego projektu.

– A pozostałe 12,5 procent wartości inwestycji?

– To wkład własny podmiotu aplikującego – w naszym wypadku gmin Będzin i Czeladź –  w postaci  wartości zdegradowanych terenów poprzemysłowych.

Ciąg dalszy rozmowy 12 września br.