Aktualności

  • home
  • /
  • Aktualności
ilustracja

Ani „prawy”, ani „lewy” - Układ (5)

(...)W krajach, czy w regionach krajów nadal tkwiących w mentalności postkolonialnej, polityka nie jest troską o dobro wspólne. Jest troską o dobro „swoich”. To nic nowego. Wszak już aparat partyjny, także powiatowy PZPR, kierował się maksymą: "dobrze jest przy mamie, dobrze jest przy tacie, lecz najlepiej chłopcy jest nam w aparacie". Trudno nie odnieść wrażenia, że niewiele zmieniło się pod tym względem w partiach III RP(...) 

Rozmowa z prezesem zarządu Komitetu Rozwoju Zagłębia, Grzegorzem Wacławikiem

–  Naprawdę wierzył Pan, że prezes PiS zareaguje na Pańskie listy? To raczej, proszę mi wybaczyć szczerość, dziecięca naiwność.

– Tak to wygląda, niestety (uśmiech). Jednak wszystkie próby porozumienie się z powiatowym liderem Prawa i Sprawiedliwości były nieskuteczne, stąd moja korespondencja. Z kim mogłem się porozumieć? Tylko z jego szefem. Jesteśmy z panem Kaczyńskim z tego samego pokolenia, działaliśmy w Solidarności, potem w podziemiu… Zapewne spotkaliśmy się w przeciągu tych wielu lat kilka razy, chociaż nie przypominam sobie, abyśmy kiedyś spotkali się osobiście. Liczyłem na…,.

– Wspólnotę ducha?

– Raczej na to, że należymy do pokolenia, z którego wielu zaangażowało się w ideę tworzenia wolnej i demokratycznej Polski  i nie jest nam wszystko jedno, jaki będzie nasz kraj i nasz region jutro, pojutrze, czy za jakiś czas. Mówiąc szczerze, napisałem listy do prezesa PiS, licząc na merytoryczną odpowiedź. A może nawet na spotkanie, także z udziałem lidera będzińskiego PiS...Przedstawiłem się dosyć dokładnie i przesłałem wszystkie swoje namiary, licząc przynajmniej na prywatną odpowiedź na mój prywatny list.

– Zawiódł Pana brak reakcji?

– O, nie! Reakcja była. Tyle, że poniekąd pośrednia. Najpierw po pierwszym liście przestali mi się kłaniać pracownicy starostwa kojarzeni, ogólniej mówiąc, z Prawem i Sprawiedliwością. Potem dotarło do mnie ostrzeżenie, że moje zuchwalstwo zostanie ukarane. I to nie przez byle kogo! Podobno nawet sam lider lokalnego PiS musiał się za mną wstawiać, gdzieś  tam na górze.

– Ogarnął Pana strach?

–  Wtedy byłem już pewny, że mój list nie dotarł do prezesa, tylko do jakiegoś aparatczyka, niewykluczone, że wysokiego szczebla. A ponieważ nie należę do ludzi strachliwych, napisałem drugi list, który zakończyłem stwierdzeniem, że Prawo i Sprawiedliwość chce oddać władzę w powiecie postkomunistom (bardzo silnym w regionie)  z całymi tego aktu konsekwencjami. Było to 2 grudnia 2016 roku.

– Sprawdziło się…

– Musiało. W krajach, czy w regionach krajów  nadal tkwiących  w mentalności postkolonialnej, polityka nie jest troską o dobro wspólne. Jest troską o dobro „swoich”. To nic nowego. Wszak już aparat partyjny, także powiatowy PZPR, kierował się maksymą: dobrze jest przy mamie, dobrze jest przy tacie, lecz najlepiej chłopcy jest nam w aparacie. Trudno nie odnieść wrażenia, że niewiele zmieniło  się pod tym względem w partiach III RP. Od prawa, do lewa. Wszech obowiązuje reguła: być miernym, ale wiernym. Wystarczy, że każdy z nas w wolnej chwili prześledzi sobie losy upadłych „baronów” partyjnych lub  innych „arystokratów”  po 1989 roku.

– To wtedy?

– Złapie się za głowę. A ta lista nie jest zamknięta. Ciągle przybywają nowe nazwiska. I będą przybywać. Także w powiecie będzińskim. Nie mam złudzeń.

Dalszy ciąg rozmowy 24 sierpnia br.