Aktualności

  • home
  • /
  • Aktualności
ilustracja

Ani „prawy”, ani „lewy” - Układ (3)

Najpierw pomyślałem, że to blef. W międzyczasie poznałem kandydata na starostę i trudno mi było sobie wyobrazić, że wówczas najpoważniejsza opozycyjna partia może postąpić tak lekkomyślnie…

Rozmowa z prezesem zarządu Komitetu Rozwoju Zagłębia, Grzegorzem Wacławikiem.

– Kandydat PiS  na starostę będzińskiego nie miał, Pana zdaniem, kompetencji?

– Nie tylko moim zdaniem. Przede wszystkim twierdził tak lider lokalnego Prawa i Sprawiedliwości. Poseł  przybył do sztabu KRZ późnym wieczorem w dniu poprzednich wyborów samorządowych (wyniki nie były jeszcze znane) i zaproponował zawarcie z nami koalicji w powiecie. Ponieważ (powiedział) nikt z jego ewentualnych radnych nie ma kwalifikacji, aby zostać starostą, zatem – niezależnie od ostatecznych wyników –  proponuje, aby starostą został ktoś z KRZ . I wymienił nazwisko naszego lidera powiatowego. Poprosił również, abyśmy skontaktowali się ze sztabem PO  i zaproponowali Platformie wspólną, także  w imieniu PiS, trójstronną koalicję w powiecie. Było to obiecujące, gdyż mimo konfliktu między PiS i PO w całym kraju, u nas  zaistniała szansa na zgodę. Nie ukrywam, że było to satysfakcjonujące.

– Jako dobry przykład dla całego kraju..?

– Aż tak to nie (uśmiech). Ale zawsze to jakiś krok  w dobrym kierunku. Jednak wracając do istoty rzeczy. Jeszcze podczas tego wyborczego wieczora w 2014 r., a  najpóźniej nazajutrz do południa, wszyscy zainteresowani dżentelmeńsko zawarli kolację. KRZ przygotował projekt umowy, której szczegóły uzgadnialiśmy jeszcze przez ponad tydzień, także podczas spotkań w szerszym gronie. Przedstawiliśmy projekt umowy programowej zarządowi KRZ, który upoważnił mnie do podpisania ostatecznego porozumienia. Kilkadziesiąt godzin przed podpisaniem zaakceptowanego porozumienia przez zainteresowane (PiS, PO i KRZ) strony, nagle będziński lider Prawa i Sprawiedliwości, ku zdumieni wszystkich, oznajmił, że jak nie będzie starostą jego kandydat  (i tu wskazał nazwisko radnego, obecnego zresztą podczas naszych wszystkich wspólnych spotkań), to PiS zrywa koalicję. Tak ponoć zadecydowała centrala partii posła.

– Byliście zaskoczeni?

– Najpierw pomyślałem, że to blef. W międzyczasie poznałem kandydata na starostę i trudno mi było sobie wyobrazić, że wówczas najpoważniejsza opozycyjna partia może postąpić tak lekkomyślnie…

– To znaczy?

– Trudno było uwierzyć, że człowiek zapewne skromny i uczciwy, ale niewykształcony i zupełnie nieprzygotowany do pełnienia odpowiedzialnych funkcji publicznych (powiat będziński to wszakże ok. 150 tys. ludzi) został wskazany na starostę.  Więc kilka godzin czekałem spokojnie, aż szef lokalnego PiS zgłosi innego kandydata. Wiadomo, że wewnątrz różnych partii dzieją się rozmaite rzeczy, więc uznałem, że coś się w PiS wydarzyło, ale mnie nic do tego. Przypuszczałem, że centrala kazała posłowi zagrać ostro. Np. mówiąc: postrasz ich (to znaczy nas i Platformę) tym kandydatem na starostę, a gdy „zmiękną” wskaż im takiego, a takiego. Nie znałem CV radnych PiS, więc spokojnie czekałem na inne nazwisko. I to był mój błąd, do czego zresztą przyznałem się moim współpracownikom z KRZ oraz  – we wspomnianej korespondencji –  prezesowi Kaczyńskiemu.

– Napisał Pan, że…?

Ciągle waham się, czy nie opublikować w całości tych listów. Zastrzegłem wprawdzie, że nigdy tego nie zrobię i tego samego oczekiwałem od adresata. Ale skoro treść listów szybko stała się wiadoma członkom lokalnego PiS… No, nie wiem jeszcze…

– Może zatem chociażby fragment dotyczący pana starosty…

– No dobrze.  19 października 2016 roku w swoim pierwszym liście napisałem: (…)Otóż po wyborach samorządowych, wbrew dziesięciodniowym wspólnym uzgodnieniom, poseł (…) oznajmił nagle, powołując się na decyzję władz centralnych partii, że albo starostą zostanie pan (…), albo nic z koalicji. Nie tylko ja się zdumiałem. Owszem, rekomendowanie przez PiS (najbardziej liczny klub radnych) kandydata na starostę nie wymaga uzasadnień, ale dlaczego pan poseł bezalternatywnie postanowił na ponad 50.letniego człowieka, posiadającego zawodowe wykształcenie, pracującego jako konserwator w powiatowym szpitalu, nie mogło zmieścić się w głowie. Nie tylko w mojej, przychylnej Prawu i Sprawiedliwości, ale także innych, nie mówiąc już o wrogo nastawionych. To wszak nie czas powojennych rad robotniczych, gdy przysłowiowy majster Gajda zostawał dyrektorem. Wiemy, jak się to skończyło, chociaż ciągle aktualne jest pytanie, jak to się skończy w powiecie będzińskim. Wszak funkcja starosty wymaga wielu kompetencji, doświadczenia i  umiejętności w kierowaniu zespołem ludzkim. Jest to funkcja bardzo odpowiedzialna. Niestety, starosta tych cech i umiejętności nie posiada(…).

Dalszy ciąg rozmowy 17 sierpnia 2018 roku.